Ziembicki co miesiąc pobiera pensję w wysokości 6 tysięcy złotych. Prawie 7400 zł nagrody otrzyma Krzysztof Kopacki, dyrektor Książnicy Stargardzkiej. Jego miesięczna pensja to też około 6 tys. zł. Marcin Majewski, dyrektor muzeum, dostanie 7,5 tys. zł. Majewski zarabia co miesiąc 5 tys. zł. Rafał Zając, zastępca prezydenta Stargardu wyjaśniał podczas sesji Rady Miejskiej w Stargardzie, że nagrody to rekompensata trzynastej pensji, której pracownicy kulturalnych instytucji samorządowych nie otrzymują. - Skandal – tak mówią o przyznanych nagrodach mieszkańcy naszego miasta. Jaka rekompensata? Za co? Czy prezydent Pajor nie ma innych ważniejszych spraw do sfinansowania niż „rekompensowanie trzynastek”?
Oficjalnie mówi się, że nagrody to wynik dobrej pracy dyrektorów instytucji kultury. - Podstawą do przyznania nagród była pozytywna ocena pracy dyrektorów, między innymi przez radnych, którzy przyjęli sprawozdania z ich działalności – mówił podczas sesji Rafał Zając, zastępca prezydenta miasta.
Sprawdziliśmy, faktycznie dyrektorzy otrzymali pozytywne opinie rady. Jednak opinie te dotyczą sprawozdania z wykonania planów. Za to dyrektorzy mają comiesięczną pensję i to dość wysoką jak na stargardzkie realia. Ciekawe, że poza dyrektorem Majewskim, który może poszczycić się doskonałą działalnością naukową, Książnica Stargardzka, a tym bardziej Stargardzkie Centrum Kultury nie może pochwalić się działalnością, wychodzącą poza ramy funkcjonowania tych placówek. Przykładem niech będzie kino w SCK, gdzie sala często świeci pustkami, a próby zaproponowania nowych form funkcjonowania, jak chociażby nasza propozycja kino dla mamy, z góry skazane są na niepowodzenie. Dzieje się tak mimo, że jest na taką działalność spore zainteresowanie. To tylko jeden z przykładów. Inną sprawą jest to, że pod adresem dyrektora SCK składa się wiele zastrzeżeń do funkcjonowania placówki. To wszystko jakoś umyka prezydentom naszego miasta.
Jak czarny humor zabrzmiało wyjaśnienie wiceprezydenta Zająca skąd się wzięły rozbieżności w wysokości przyznanych nagród. - O wysokości rocznego wynagrodzenia decydowały min.: zakres zadań statutowych, jakie ma do wykonania dana instytucja kultury, liczba pracowników, którzy podlegają dyrektorowi i budżet jakim dysponuje - mówił wiceprezydent Zając. Panie prezydencie, z tego wynika, że trzeba zwiększyć zatrudnienie w placówce, przez co zwiększy się budżet jak i zadania statutowe! A gdzie jakość, szczególne zasługi, nowatorskie rozwiązania...
Cóż, jak się chce wytłumaczyć swoje rozdawnictwo publicznych pieniędzy to wyjaśnienie się znajdzie. Tyle, że owo wyjaśnienie bardziej nadaje się do Stargardzkiej Nocy Kabaretowej...
Tydzień temu pisaliśmy o wypłacanych „trzynastkach” dla miejskich i powiatowych urzędników. Teraz dochodzą do tego wysokie nagrody dla dyrektorów miejskich placówek kultury. W kraju kryzys trwa w najlepsze. Wiele osób aby utrzymać się w pracy musi się godzić z obniżeniem wynagrodzenia. Wiele osób traci pracę. Kryzys jak widać nie dotyczy urzędników oraz pracowników instytucji finansowanych z budżetu samorządów.
To tylko dwa przypadki z wielu do jakich dochodzi w samorządach, gdzie nikt nie liczy się z publicznym pieniądzem. Wkrótce opiszemy o innych ciekawych decyzjach samorządowców wybranych z woli narodu.
(ges)












