
Aleksandra Zalewska: Kim jest Dorota Mazur?
Dorota Mazur: Mam 46 lat, jestem mężatką i mamą Anity, tegorocznej maturzystki i Łukasza, absolwenta Akademii Morskiej. Moje pasje to ochrona środowiska, turystyka i sport, zwłaszcza narciarstwo, pływanie i jazda na rowerze. Urodziłam się w Stargardzie i jest to miasto bliskie mojemu sercu. Ukończyłam Akademię Rolniczą w Szczecinie, kierunek - ochrona środowiska. Od dwudziestu lat pracuję w Urzędzie Gminy w Stargardzie, gdzie zaczynałam na stanowisku referenta. Obecnie jestem kierownikiem referatu. Odpowiadam za gospodarkę nieruchomościami i rolnictwo.
A.Z.: Zna Pani ludzi i problemy, z którymi się borykają?
D.M.: Od ponad dwudziestu lat poznaję mieszkańców Stargardu i gminy i po prostu pomagam w rozwiązywaniu ich spraw. Cieszę się, że tak wiele osób obdarza mnie swoim zaufaniem i sympatią, czego swoistym miernikiem był mój wynik wyborczy w minionych wyborach samorządowych. Po raz pierwszy w życiu znalazłam się na liście kandydatów do samorządu. Byłam na ostatnim miejscu. Pesymiści nie dawali mi żadnych szans. Jednak moi wyborcy postanowili inaczej. Zdobyłam drugie miejsce pod względem ilości zebranych głosów w Radzie Powiatu.
A.Z.: Dobry wynik dodał Pani skrzydeł i dlatego postanowiła Pani wystartować w wyborach parlamentarnych?
D.M.: Wyborcy obdarzyli mnie ogromnym zaufaniem kilka miesięcy temu. Jako radna starałam się nie zawieść ich oczekiwań więc wierzę, że i teraz dadzą mi powtórną szansę walki. Bo mandat poselski to walka o lepsze jutro dla mieszkańców ziemi stargardzkiej. To obowiązek każdego posła. W podjęciu decyzji pomogli mi też przyjaciele i koledzy z klubu koalicyjnego Lewica i Demokraci, którzy przez cały czas mnie wspierają. Jednym z nich jest wieloletni parlamentarzysta, poseł minionych trzech kadencji, Stanisław Kopeć. Mam jego pełne poparcie, korzystam z wielu cennych rad. Uprzedził mnie, abym przygotowała się na każdą ewentualność, nawet kiedy przyjdzie mi poznać gorycz porażki.
A.Z.: Jest Pani jedyną przedstawicielką płci pięknej w obecnej kadencji Rady Powiatu. Jak współpracuje się Pani z kolegami radnymi?
D.M.: To prawda, jestem jedyną kobietą w obecnej Radzie. Myślę, że poprzez moją obecność panowie ograniczają swoje impulsywne wypowiedzi i starają się tonować emocje. W końcu nie od dziś wiadomo, że kobiety łagodzą obyczaje.
A.Z.: Czyli Pani zdaniem, kobieta może być dobrym politykiem.
D.M.: Oczywiście. Obserwując obrady Sejmu nie zauważyłam, aby kobiety wdawały się w kłótnie i spory. Jeśli zasiądę w ławach poselskich, będę dążyła do tego, aby reprezentować sprawy kobiet. Nie tylko jako posłanka, ale przede wszystkim jako kobieta, matka i żona. Nie wyobrażam sobie, aby nasi synowie dalej ginęli w Iraku i Afganistanie. To nie jest nasza wojna.
A.Z.: W jakich innych dziedzinach chciałabym Pani realizować swoje zamierzenia?
D.M.: Na sercu leżą mi kwestie związane z ochroną środowiska. Od wielu lat nieustannie stykam się z problemem mieszkańców gminy Stargard. Wciąż duża liczba miejscowości nie posiada kanalizacji sanitarnej. Jako posłanka na pewno zabiegałabym o pieniądze z przeznaczeniem na ochronę środowiska oraz ściągać uwagę na masz piękny region np. poprzez tworzenie stref lobbingu. Bardzo ważne są też dla mnie problemy dotyczące osób starszych, emerytów i rencistów. Należy zrobić wszystko aby zapewnić im godne życie. Dziwię się, że nasi parlamentarzyści tego nie rozumieją. W końcu każdy z nas też będzie starszą osobą, zdaną na pomoc innych. I nie powinno się prosić o tę pomoc, ona się po prostu należy.
Jestem osobą energiczną i jako radna nie zasiadłam na laurach. W każdej z miejscowości staram się organizować dyżury, na które przychodzą mieszkańcy ze swoimi problemami. W miarę swoich możliwości pomagam w ich rozwiązywaniu, poruszam je na sesjach i komisjach. Mam tu na myśli przede wszystkim przyziemne kwestie, takie jak dziury w drogach, naprawa i utrzymanie dróg. Z tego w końcu składa się nasza codzienność.
A.Z.: Co zrobiłaby Pani dla naszego regionu?
D.M.: Chciałabym wykorzystać nasze tereny, zwłaszcza te wokół jeziora Miedwie. To piąte co do wielkości jezioro w kraju ma spory potencjał. Trzeba skierować oczy Europy na nasze niezwykle piękne, nieskażone chemią środowisko. Oczywistym problemem, którym należy się zając jest pozyskiwanie inwestorów i nowych miejsc pracy. Mam dwoje dorosłych dzieci i jak większość rodziców nie chcę aby moje dzieci musiały wyjeżdżać z kraju za chlebem.
A.Z.: Dlaczego wyborcy powinni zaufać właśnie Pani?
D.M.: Za moją osobą nie stoi żaden układ polityczny. Wszystko osiągnęłam własną pracą. Jestem jedną z tysięcy kobiet mających swoje marzenia, wierzącą w to, że moje działanie wiele zmieni w otaczającej nas rzeczywistości. Wiele daję od siebie, ale także dużo wymagam od innych. Należę do osób, które wciąż wyznaczają sobie cele. Uważam, że trzeba dawać szansę nowym twarzom. Za mną nie stoją ani znajomości, ani popularność partii, ani nazwisko słynnego rodzica. A.Z.: Zamierza Pani wytykać słabości swoich przeciwników?
D.M.: Brzydzę się agresywną kampanią. Mój ostatni wyborczy sukces pokazał, że skuteczniejsze są inne metody. Stawiam na bezpośredni kontakt z ludźmi. Na spotkaniach będę starała się zaktywizować ludzi do udziału w wyborach. A.Z.: Jak ocenia Pani swoje szanse w wyborach?
D.M.: Przez ostatnie dwa lata przekonaliśmy się, że to, co dzieje się wskutek rządów PiS-u, nie służy niczemu dobremu. Dlatego wiążę duże nadzieję z naszą formacją. Oczywiście, nikt nie jest bez skazy. Ale LiD jako jedyny na scenie politycznej ma dość wojen, dąży do równowagi. Tak jak ja. Mam nadzieje, że piąte miejsce, jakie mam na liście, będzie szczęśliwe. Obiecuję, że nie zawiodę wyborców.
Rozmawiała: Aleksandra Zalewska
Artykuł sponsorowany.












