To były dla pani Heleny feralne zakupy. 5 sierpnia tego roku w hipermarkecie Tesco przy ul. Szczecińskiej zapłaciła za nie dużo więcej niż powinna. Kasjerka, która ją obsługiwała, popełniła błąd. W konsekwencji stargardzianka zamiast 198 zł wydała 798 zł.
- Dopiero po dwóch dniach zorientowałam się, że mam na koncie za mało pieniędzy
- opowiada stargardzianka.
- Brakowało mi aż 600 zł. Sprawdziłam rachunki z Tesco i rzeczywiście widniała na nich zawyżona kwota. Często płacę kartą i nigdy coś takiego mi się nie przydarzyło. Usiłowałam sprawę wyjaśnić. To jednak była droga przez mękę. A sposób potraktowania mnie - bulwersujący.
Nikt nic nie wie
Wizyty w Tesco, rozmowy z kierownictwem kas i kasjerką, która się pomyliła, nie dały wyjaśnienia sprawy. Wszyscy tylko obiecywali, że sprawdzą co się stało i gdzie trafiły pieniądze klientki. Zapewniono ją, że nadpłacona kwota zostanie jej zwrócona w najbliższy poniedziałek. Tymczasem mijał dzień za dniem i sprawa ucichła. Nikt nie potrafił kobiecie powiedzieć, jak długo będzie musiała czekać na zwrot 600 zł.
- Tydzień po tej sytuacji zadzwoniłam do kierownictwa Tesco - mówi pani Henryka.
- Poinformowano mnie, że muszę czekać na zwrot pieniędzy dwa tygodnie. Mimo próśb nie otrzymałam numeru telefonu do dyrektora. To skandal! Ciekawe, kto by płacił odsetki, gdyby Tesco zrobiło mi na koncie debet? A gdyby nie daj Bóg trafiło na kogoś, kto miałby te pieniądze na życie? Z czego utrzymywałby rodzinę pół miesiąca!
Nie przyznają się do błędu
Dopiero, gdy nasza Czytelniczka postawiła sprawę na ostrzu noża i zapowiedziała, że będzie interweniowała wszędzie, gdzie to jest możliwe, do klientki odezwał się dyrektor stargardzkiego supermarketu.
- Powiedział, że to nie oni lecz bank zawinił - kontynuuje rozżalona kobieta. - Że przetrzymuje moje pieniądze. Poradził cierpliwie czekać. Obiecał, że wpłyną na konto.
Od zakupów minęły już ponad dwa tygodnie. Pani Henryka traci cierpliwość.
- Winę za tę sytuację ponoszą obie strony - twierdzi Przemysław Skory z Tesco Polska. - Przecież pani, która płaciła kartą potwierdziła kwotę swoim podpisem albo kodem pin. Nie ma obaw, że te pieniądze do niej nie wrócą. Takie błędy wychwytywane są automatycznie. Otrzymałaby je nawet wtedy, gdyby wcale nie interweniowała.
Wyjaśnienia przedstawiciela Tesco stargardzianki nie satysfakcjonują.
- Nie byłoby całej afery, gdyby Tesco przyznało się do błędu i od razu poinformowało, że za dwa tygodnie otrzymam zwrot pieniędzy - mówi pani Helena. - Ale na miejscu nie było osoby kompetentnej. Najbardziej bulwersujące jest to, że do dziś nie usłyszałam nawet "przepraszam".
Wioletta Mordasiewicz












