Drzewa przy targowisku uschły całkowicie. Niektóre gałęzie ledwo się trzymają. Przy silniejszym wietrze mogą się urwać i spaść na przechodniów.
- Codziennie chodzę tędy na przystanek autobusowy i omijam te drzewa szerokim łukiem - mówi pani Anna, mieszkanka bloku A2. - Raz widziałam, jak jedna z gałęzi wylądowała na chodniku.
Podobne obawy mają stargardzianie, którzy na rynku przy ul. Szczecińskiej robią zakupy.
- Przecież te drzewa zagrażają naszemu bezpieczeństwu! - denerwują się. - Czy służby miejskie tego nie widzą?
Tuż przy uschniętych drzewach handluje pan Jacek.
- Jak wieje wiatr to się boję, że spadną mi na stoisko albo, nie daj Boże, na głowę - mówi stargardzianin.
W całym mieście drzew z uschniętymi konarami jest kilka.
- Na odcinku od końca al. Żołnierza aż do zakładu karnego takich jest kilkanaście - mówi nasz Czytelnik, Jerzy Kostkiewicz. - Najgorsze jest to, że nikt się do nich nie przyznaje. Ani wojsko, ani miasto. Tam ludzie mają garaże. Kto odpowie za to, jak komuś przygniecie auto? To potężne drzewa.
Podobna sytuacja jest przy ul. Szczecińskiej za pocztą.
- Są oznaczone żółtą farbą do wycięcia, ale co z tego? - kontynuuje Jerzy Kostkiewicz. - Farba już zaczyna schodzić, a ekipy do wycinki jak nie było, tak nie ma!
Miasto obiecuje sprawą się zająć.
- Mamy skatalogowane wszystkie suche drzewa do wycięcia - zapewnia Stanisław Kazimierski z urzędu miejskiego. - Za miesiąc będziemy robić kompleksową wycinkę.
wim












