Problem z gryzoniami pojawił się w lipcu tego roku. Stargardzianie z ul. Miodowej twierdzą, że wyłażą z kanalizacji.
- Boję się wchodzić do piwnicy - skarży się Jolanta Skoneczna, mieszkanka ul. Miodowej. - Chwila nieuwagi i szczur może wejść do mieszkania. Jeden zagnieździł się nam w piwnicy. Wszedł najprawdopodobniej przez toaletę. Przez kilka tygodni rozkładaliśmy trutkę. Zrywaliśmy nawet zabudowę na ścianach. Nie wiemy gdzie jest. W piwnicy mamy pełno szczurzych bobków.
Robią i nic
Stargardzianie opowiadają, że szczury biegają po chodnikach i trawnikach, wchodzą na schody prowadzące do mieszkań. Wykładanie trucizny wokół posesji nie pomaga, tak jak i w piwnicach. Ten sam kłopot mają stargardzianie między innymi z ul. Boryny i Brzozowej.
Mieszkańcy zwrócili się o pomoc do sanepidu. Sprawa trafiła też do urzędu miejskiego.
- Obowiązek przeprowadzenia deratyzacji w miejscach takich jak boksy, pojemniki na śmieci, zsypy, komory zsypowe, korytarze, a także węzły cieplne i przyłącza spoczywa na właścicielach nieruchomości - odpisuje na pismo stargardzian Jan Diaków z wydziału ochrony środowiska. - Oni powinni ponieść jej koszty.
Mieszkańcy mają inne zdanie na ten temat.
- To nic nie da, gdy tylko niektórzy mieszkańcy indywidualnie będą je tępić - mówią stargardzianie z ul. Brzozowej. - Robimy to i nie ma efektu. Trzeba podjąć zmasowany atak na te szczury i przeprowadzić deratyzację na większym terenie.
Sprawdzą kanały
Pod koniec minionego tygodnia u stargardzian z ul. Miodowej byli pracownicy zakładu wodociągów i kanalizacji.
- Szczury lokują się tam, gdzie są karmione - uważa Józef Gajewski, mistrz sieci kanalizacyjnej. - Nie wolno zostawiać resztek na wierzchu. I oczywiście każdy powinien wykładać truciznę.
- Zajrzymy do sieci kanalizacyjnej - mówi Jacek Madziar, kierownik zakładu wodociągów i kanalizacji. - Sprawdzimy czy sieć jest zanieczyszczona i czy z niej szczury wychodzą. Wnioski przekażemy do miasta.
Urzędnicy zapewniają, że nie pozostawią mieszkańców bez pomocy.
- Ustalamy, gdzie gryzonie się gromadzą i którymi miejscami wychodzą - mówi Stanisław Kazimierski, inżynier miasta. - Jeśli potwierdzi się, że szczury rzeczywiście stanowią duży problem, trzeba będzie wynająć specjalistyczną firmę, która się z nimi upora.
Wioletta Mordasiewicz












